logo

logo uswps nazwa 3

Projekt Azja

Wewnętrzna walka z systemem – Hongkong vs Chiny

O protestach w Hongkongu głośno jest od ponad roku, kiedy mieszkańcy miasta po raz pierwszy od pięciu lat masowo wyszli na ulice. Gaz łzawiący i aresztowania, latająca kostka brukowa i koktajle mołotowa, zablokowane ulice i krzyczący tłum stały się nową rzeczywistością miasta, które do tej pory wydawało się zajęte bez reszty wielkim biznesem, słynną kuchnią i konsumpcyjnym stylem życia. Hongkong zmienił się nie do poznania – pisze o tym prof. Marcin Jacoby, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

Hongkong walczy o demokrację

Początkowe żądania wycofania kontrowersyjnego projektu ustawy ekstradycyjnej zrodziły kolejne postulaty, a z nimi również nadzieje na wywalczenie większych swobód demokratycznych dla mieszkańców tej byłej brytyjskiej kolonii, która od 1997 r. funkcjonuje w Chinach na prawach Specjalnego Regionu Administracyjnego. Niestety, pokojowe demonstracje zostały szybko zdominowane przez niekończące się starcia pomiędzy coraz bardziej bezwzględną policją a stale radykalizującymi się młodymi protestantami.

Cztery z pięciu postulatów protestujących pozostało bez odpowiedzi władz. Po szturmie i dewastacji siedziby Rady Legislacyjnej przez młodych radykałów, wycofały się z forsowania ustawy ekstradycyjnej, jednak nie były już gotowe na dalsze ustępstwa. Protestujący również nie zamierzali wracać do domów. Kryzys pogłębiał się. Zapłonęły kampusy uniwersyteckie, do bijatyk i starć z policją dochodziło na stacjach metra, w centrach handlowych, nawet na lotnisku będącym główną bramą Hongkongu na świat, które ze względu na protestujących musiano zamknąć. Miasto ogarnął paraliż, a w niełatwym dialogu pomiędzy stronami konfliktu nastąpił wielomiesięczny impas.

Pandemia nie tłumi protestów

Pandemia koronawirusa nie wygasiła protestów, odrodziły się w czerwcu tego roku, gdy tylko można było znów wyjść na ulice. Władza miała jednak nową broń: OZPL, chiński odpowiednik parlamentu, przegłosowało w dalekim Pekinie przepisy dotyczące bezpieczeństwa, które weszły w życie w nocy z 30 czerwca na 1 lipca 2020 r. i które odebrały protestującym resztki nadziei na zwycięstwo. Choć w nowym prawie nie ma mowy o ekstradycji i sądzeniu w Chinach kontynentalnych, przepisy przewidują surowe kary na miejscu w Hongkongu za bardzo nieprecyzyjnie zdefiniowane przestępstwa przeciwko jedności Chin: separatyzm, próby obalenia władzy, terroryzm i współpracę z „obcymi siłami”. I tak się składa, że wiele działań i haseł protestujących wpisuje się w ogólne definicje tych pojęć. Doszło do kolejnych starć i kolejnych aresztowań, a zatrzymanym postawiono zarzuty już w oparciu o nowe przepisy.

Spróbujmy zrozumieć

Obserwatorowi z zewnątrz wiele elementów tej historii może wydawać się nie do końca zrozumiałych. Dlaczego protestujący nie skorzystali z wycofania się władzy z ustawy ekstradycyjnej i nie starali się zakończyć protestów wtedy, negocjując dla siebie możliwie najlepsze warunki? Dlaczego wysuwają coraz śmielsze żądania pełnej demokracji, a nawet niepodległości Hongkongu, choć ze strony władzy nie ma przestrzeni na żadne ustępstwa? Dlaczego masowe i długotrwałe protesty wybuchły teraz, choć od ponad 30 lat Hongkong stanowi część Chin? Co się właściwie stało z tym niegdyś spokojnym i do bólu pragmatycznym miastem, że jego mieszkańcy zdecydowali się na walkę, w której nie mają szans na zwycięstwo i która obraca ich dom w pole bitwy?

Sytuację w Hongkongu trudno zrozumieć bez odwołania się do historii tego niezwykłego miejsca oraz do złożonych kwestii kulturowej i narodowej tożsamości jego mieszkańców. Dumni ze zdobyczy cywilizacyjnych epoki kolonialnej oraz ze swojej odmienności światopoglądowej względem Chin kontynentalnych, Hongkongczycy z dużymi obawami obserwowali coraz wyraźniejszy wzrost obecności politycznej i kulturowej ChRL w swoim mieście. Napływ tysięcy turystów z Chin, rosnące wpływy Pekinu w mediach i wielkim biznesie, próby ingerencji w system edukacji i wreszcie stopniowe, ale jakże wymowne zmiany prawne – wszystko to powodowało przez ostatnie lata rosnący niepokój społeczności lokalnej. I choć gospodarka Hongkongu miała się nieźle, pojawiło się kilka oznak nadchodzących problemów: coraz większe koszty mieszkaniowe, pogłębiające się zubożenie osób o najniższych dochodach, duża konkurencja młodych ludzi na rynku pracy, niepewność, czy dla Hongkongu, który sukcesywnie traci swoją ekonomiczną pozycję względem Chin, jest jeszcze inna przyszłość niż bycie całkowicie wchłoniętym przez potężną gospodarkę ChRL.

Jaka przyszłość dla Hongkongu?

Podłożem protestów jest sprzeciw wobec rosnącej, kulturowej dominacji kontynentu oraz obawa o przyszłość stylu życia tej niegdysiejszej enklawy swobód obywatelskich. Niepokój odczuwany jest przede wszystkim przez ludzi młodych i to oni stanęli do beznadziejnej – jak się wydaje – walki z systemem. Ich protest jest manifestacją frustracji, niemocy i braku nadziei. Jest buntem, który trudno oceniać w kategoriach pragmatycznych, szczególnie dziś, gdy nowe przepisy zabierają protestującym resztki przestrzeni do legalnej, politycznej kontestacji. A na koniec jest znakiem, że z dumą ogłaszany w 1997 r. chiński model „jeden kraj, dwa systemy” po dwudziestu latach okazał się fikcją.

258 marcin jacoby

O autorze

Prof. Marcin Jacoby – sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

 

kanały

zobacz też

strefa psyche strefa designu strefa zarzadzania strefa prawa logostrefa kultur logo